Dzień 3

Opowiadanie

Pielgrzym szedł już trzeci dzień. Nogi bolały, plecak ciążył bardziej niż na początku, a słońce nie oszczędzało nikogo.
Wieczorem usiadł na skraju drogi i patrzył w dal.

Obok niego usiadł starszy człowiek.

– Zmęczony? – zapytał.

– Bardzo. Ale jutro dochodzimy. Jeszcze tylko jeden dzień.

Pielgrzym milczał, myślał już tylko o odpoczynku…

– Powiedz mi – odezwał się po chwili starzec – po co właściwie idziesz na Jasną Górę?

– Do Matki Bożej.

– Tylko do Niej?

Pielgrzym zamyślił się.

– Nie... Chyba jeszcze do Jezusa.

– Właśnie. Maryja jest jak dobra Matka. Kiedy trzymasz ją za rękę, nie zatrzymuje cię przy sobie. Prowadzi cię do swojego Syna.

Przez chwilę siedzieli w ciszy.

– Wiesz – powiedział starzec – wielu ludzi myśli, że największym cudem pielgrzymki jest wejście na Jasną Górę. Ale to nieprawda. Największy cud dzieje się wtedy, gdy człowiek wraca do domu trochę lepszy niż był.
Gdy więcej słucha, mniej osądza, szybciej przebacza, częściej się modli i bardziej ufa Bogu.

– A skąd mam wiedzieć, co Bóg chce mi powiedzieć?

Starzec spojrzał w niebo, na którym pojawiały się pierwsze gwiazdy.

– Musisz uciszyć wszystko, co krzyczy wokół ciebie. Bo Bóg nie krzyczy. On szepcze.
Dlatego słyszą Go nie ci, którzy najwięcej mówią, ale ci, którzy potrafią słuchać.

Zapadła długa cisza.

Gdy pielgrzym odwrócił głowę, starszego człowieka już nie było.

Nazajutrz pielgrzym ruszył dalej. Tak samo zmęczony jak wcześniej, ale z jakimś niezwykłym pokojem w sercu.

I zrozumiał, że gdy stanie przed Obrazem Matki Bożej, nie będzie musiał mówić wielu słów.

Wystarczy być.

Wystarczy słuchać.

Bo najważniejsze nie jest to, co my chcemy powiedzieć Bogu.

Najważniejsze jest to, co On od dawna chce powiedzieć nam.